8
lut
SACHARYNA
Po Wielkiej Wojnie Górny Śląsk zostaje przecięty granicą. Zabrzańskie dzielnice: Kończyce, Pawłów i Makoszowy, dostaje Polska. Śródmieście, Biskupice, Maciejów i Zaborze są niemieckie. W mieście powstają przejścia graniczne. Specjalna karta cyrkulacyjna pozwala ludziom po obydwu stronach łatwiej przekraczać granicę.
Jadwiga Baksik z domu Bogdol, rocznik 1920, mieszkała wtedy w Mikulczycach, po niemieckiej stronie. – Polska kojarzyła mi się z cukrem, bo jak się ino przekraczało granica, wszyndzie wisioły kolorowe plakaty z hasłami: „Cukier krzepi” albo „Matko, nie żałuj dziecku cukru” – wspomina.
Polski rząd wspiera cukrownictwo. W 1925 roku wygasa nałożona po wojnie na Niemcy klauzula najwyższego uprzywilejowania wobec towarów z państw ententy. Niemcy jednostronnie wstrzymują import śląskiego węgla, a na wszystkie inne polskie produkty nakładają wysokie cła, żeby zmniejszyć ich konkurencyjność. Rząd w Warszawie również znosi ulgi na import towarów z Niemiec.
Do Niemiec trafia 43 procent polskiego eksportu, więc polska gospodarka gwałtownie się chwieje. Uciekają zagraniczne firmy, spada kurs złotego, produkcja przemysłowa kurczy się o jedną piątą, strajki, protesty. Rząd musi ratować budżet, obkłada akcyzą m.in. cukier, piwo, wino, prąd, drożdże, naftę, karty do gry.
Cena cukru na rynku wewnętrznym rośnie ze 134 do 141 złotych za 100 kilogramów, a cena eksportowa spada z 54 do 17 złotych. Cukrownie nie wytrzymują, siedem ogłasza bankructwo, inne ledwo się utrzymują. Produkcja cukru maleje o 40 procent. Mimo to skarb państwa zarabia 118 milionów złotych na sprzedaży cukru (ponad miliard współczesnych złotych), jak to możliwe?
W 1925 roku Sejm uchwala ustawę o obrocie cukrem, powstaje Bank Cukrownictwa, ma monopol na sprzedaż cukru w Polsce i na eksport. Prezesem banku zostaje właściciel ziemski Józef Żychliński, jeden z najbogatszych Polaków. Ma udziały w instytucjach finansowych, hutach i kopalniach oraz cukrowniach. Ma głowę na karku, wie, jak sprzedawać cukier nawet w czasach dekoniunktury. Świadczy o tym jego fortuna – majątek Żychlińskiego jest szacowany na 293 miliony złotych (około 3 miliardów dzisiejszych złotych)!
Bank pilnuje wysokich cen. Zaczyna skupować cukier od producentów i przechowuje go w wielkich magazynach, żeby na rynku nie było za dużo towaru. Dopłaca producentom, którzy eksportują.
W sklepach można kupić kryształ zwykły (gruboziarnisty i miałki), kryształ rafinowany, kostki i cukier puder, ale przede wszystkim rafinadę (w postaci głów cukru, piłowaną na wagę lub rąbaną). Rąbanie głowy cukru to atrakcja w domu, szczególnie dla dzieci. Stefan Świeżawski, filozof, we wspomnieniach: „Rozkładało się czyste prześcieradło na podłodze, wyjmowało się głowę, która była owinięta grubym, błękitnym papierem i moja matka własnoręcznie rąbała małą siekierką cały ten wspaniały cukier. Był on wysokogatunkowy, a przy rąbaniu odskakiwały daleko jego kawałeczki, które wolno nam było zjadać”.
Polacy, w zależności od regionu, zużywają od 5 do 20 kilogramów cukru rocznie.
Cukrownie oferują pracownikom dobre pensje, dopłaty do wynajmu mieszkań, a w naturze: cukier, węgiel i naftę.Na Górnym Śląsku ożywa zielona granica. Z Polski do Niemiec płynie rzeka spirytusu, mięso, wędliny, całe stada gęsi. A w drugą stronę rowery, zapalniczki, części do maszyn, radioodbiorniki. Bo wojna celna odbija się także na Niemcach. Myśleli, że opłaty pogrążą wyłącznie Polaków, tymczasem u nich też prowadzą do bankructw. Padają głównie te firmy, które wysyłają towary do Polski, ale i ludzie się irytują, bo brak taniej polskiej żywności prowadzi do drożyzny w sklepach.
W Polsce też nie jest tanio. Za kilogram cukru trzeba zapłacić najmniej 1,50. Przy średnich miesięcznych zarobkach w wysokości 300 złotych staje się on towarem luksusowym.
Warszawa szuka sposobów na rozbujanie osłabionej gospodarki. Stawia na eksport węgla i produkcję cukru. Namawia Szwedów, Norwegów i Duńczyków, żeby kupowali polski węgiel. Buduje magistralę kolejową, która łączy Śląsk z Pomorzem. Energicznie rozbudowuje port w Gdyni.
Przemysł cukrowniczy ma wspierać Komisja Propagandy Konsumpcji Cukru. Urzędnicy mają zrobić wszystko, żeby Polacy znowu zaczęli kupować cukier. Wymyślają konkurs na hasło promujące ten produkt. Nagroda astronomiczna – 5 tysięcy złotych! Można za to kupić samochód osobowy marki Opel (3200 złotych).
Konkurs wygrywa młody reporter i publicysta Melchior Wańkowicz. Plakatami z jego hasłem „Cukier krzepi” zostanie wkrótce oblepiona cała Polska. Wiszą na murach, słupach ogłoszeniowych, witrynach sklepów, stacjach kolejowych. Nie wszystkim hasło się podoba. Aktor Adolf Dymsza ironizuje: „Cukier krzepi. Wódka lepiej”. A ulica jeszcze inaczej: „Cukier krzepi, ale tylko kieszenie dyrektorów cukrowni”.
Wańkowicz zaczyna stałą współpracę z Komisją, przygotowuje kolejne kampanie promocyjne. Zamawia u plastyków kolejne wersje plakatów, które zachęcają, żeby nie odmawiać dzieciom cukru, bo „jest on najzdrowszą i najtańszą słodyczą”.
Komisja zleca ogłoszenia w prasie, organizuje parady uliczne w miastach. Filmowcy kręcą dokumenty, a gazety drukują artykuły o dobroczynnym działaniu cukru.
Polacy mogą się na przykład dowiedzieć, że: przeciętny Duńczyk zjada 47 kilogramów cukru rocznie i żyje aż 61 lat, Anglik zużywa 40 kilogramów i długość życia wynosi na Wyspach 57 lat. Polak jest w europejskim ogonie – kupuje jedynie 12 kilo cukru rocznie, więc żyje najkrócej, bo tylko 49 lat;
cukier to nie przyprawa dla smaku, ale pokarm o wielkiej wartości odżywczej;
ograniczenie cukru w pożywieniu niemowlęcia może pociągnąć za sobą nieobliczalne skutki.
Znani aktorzy deklamują w radiu: „Pamiętajcie, że ludziom pracy umysłowej cukier daje wzmocnienie nerwów i jasność myśli. Każdy zatem pracujący człowiek winien spożywać wiele cukru, w postaci konfitur, cukierków itd. Bo cukier krzepi umysły i myśli”.
Albo wierszykiem:
Oszczędność czasem służy, czasem przez nią tracisz, co oszczędzasz na cukrze, to zdrowiem opłacisz.
Cukier krzepi.
Z tablic wartości odżywczych przygotowywanych przez Komisję można się dowiedzieć, że kilogram cukru daje tyle sił do pracy, co 1,15 kilograma wieprzowiny, 2 kilogramy wołowiny, 4,5 kilograma ziemniaków i 9 kilogramów marchwi.
Dla promocji cukru nie ma granic – Komisja zachęca do produkcji bimbru i podaje przepis: „Na kilogram cukru cztery litry wody i 10 deko drożdży”.
*
Ale Polacy drogiego cukru jeść nie chcą. Nie pomagają informacje, że sam marszałek Józef Piłsudski bardzo lubi słodycze, w szczególności leguminy i domowe ciastka. Kucharka Andzia piecze mu często placek z suszonymi śliwkami i zapiekaną słodką pianką na wierzchu. W jego domu zawsze są litewskie sucharki posypane cukrem i cynamonem. Herbatę też często pija – bardzo słodką i mocną, a przy jego łóżku zawsze stoi talerz z owocami i pudełko landrynek.
Ludzie i tak wolą słodzić tanią sacharyną, która jest nawet 500 razy słodsza od cukru. Jej drobinka wzięta na język parzy bardziej niż papryczka chili. Skąd się wzięła?
W1878 roku chemik Constantin Fahlberg analizuje związki chemiczne smoły węglowej. Jest głodny, robi sobie przerwę na śniadanie. Nie myje rąk, w czasie jedzenia instynktownie przykłada dłoń do ust. Co to za piekielnie słodki smak? Aż twarz wykręca! Fahlberg ustala, że słodycz może pochodzić z toluenu, węglowodoru aromatycznego, którego używał jako rozpuszczalnika. Udaje mu się z toluenu wytrącić postać soli sodowej, bezwodnik kwasu sulfobenzoesowego. Kryształki są tak słodkie, że aż w ustach zostawiają gorzki posmak. Substancja Fahlberga nie tuczy, ma zero kalorii. Niemiecki chemik wie, jak wielki to atut. Nadaje swojej substancji nazwę sacharyna. W1884 roku dostaje patent na produkcję i otwiera fabrykę w Niemczech. Staje się niezwykle bogatym człowiekiem.Kilogram sacharyny w pastylkach na czarnym rynku kosztuje 30 złotych. Tanio, jeśli wziąć pod uwagę jej wydajność. Popyt na słodzik jest ogromny, szybko wypiera cukier. Komisja Propagandy Konsumpcji Cukru wypowiada sacharynie wojnę. W sierpniu 1926 roku przeprowadza przez Sejm ustawę karnoskarbową, która delegalizuje sacharynę. Nielegalna w Polsce jest jej produkcja, sprzedaż i używanie. Za przemyt sacharyny grożą wielkie grzywny, tylko za kupienie slodzika można było trafić na kilka miesięcy do aresztu.
Sacharyna w mgnieniu oka staje się jednym z najbardziej popularnych towarów wśród przemytników. Melchior Wańkowicz skarży się w „Gazecie Cukrowniczej”: „Nie rozporządzamy cyframi, mogącymi choćby w przybliżeniu zobrazować spożycie sacharyny w państwie. Nie rozporządzamy nawet cyframi pełnymi, wykazującymi ilości przemytu”. Ale muszą to być ilości ogromne, bo tylko w 1930 roku straż graniczna konfiskuje aż 1952 kilogramy sacharyny.
Policja rozpracowuje gangi, które specjalizują się tylko w przemycie sacharyny. Chwali się ujęciem szajki „przedsiębiorczych Żydów z przygranicznego Będzina, która w ciągu pół roku przeszmuglowała przynajmniej 1300 kilogramów sacharyny. Szajka miała do swej dyspozycji pięć samochodów, kilkunastu zuchwałych przemytników oraz kilkadziesiąt kobiet, które codziennie przenosiły drobne ilości sacharyny przez granicę”. Słodzik ukrywano w specjalnych skrytkach pod silnikami samochodów.
Walka z wiatrakami. Gazety informują wciąż o nowych gangach, na przykład o „organizacji działającej z niemieckiego Bytomia i stojącej na usługach międzynarodowego kartelu sacharynowego w Niemczech”. Przemytnicy sprowadzili do Polski 772 kilogramy sacharyny, co odpowiada 400 tonom cukru.Wańkowicz w jednym z artykułów opiera się na raportach Korpusu Ochrony Pogranicza, Straży Granicznej i Urzędu Celnego. Ocenia, że w 1929 roku władze skonfiskowały na terenie kraju aż 37 802 kilogramy sacharyny, co można przeliczyć na 15,1 miliona kilogramów cukru o wartości prawie 22 milionów złotych. A to tylko wierzchołek góry lodowej.
Komisja Propagandy Konsumpcji Cukru postuluje:
Konieczne jest skoncentrowanie walki z sacharyną.
Zwiększyć nagrody za łapanie przemytników, bo do tej pory są one wypłacane przez rząd w sposób przewlekły. „Według dotychczasowego miernika nagroda za przyłapanie 1 kg sacharyny wynosi 34 złote. W praktyce jednak niemal nigdy tak wysokiej nagrody się nie daje, a tymczasem kilogram sacharyny wypiera z rynku 400 kilogramów cukru”.
I jeszcze: „Byłoby pożądane, aby ogół naszego cukrownictwa zechciał mieć na uwadze perypetie tej walki i nie szczędził swoich uwag i spostrzeżeń w tej sprawie”.
Komisja znów bierze się do pracy. Nowe reklamy, audycje, artykuły. W sklepach tanie gry karciane, jak „Sacharyniak”, wzorowany na „Czarnym Piotrusiu”. Zestaw 12 par kart: jedna opisuje, jak groźna dla zdrowia jest rezygnacja z cukru, druga przypomina, dlaczego należy go jeść. 25. karta przedstawia „poczwarę sacharynową”. Zasady jak w „Piotrusiu” – trzeba wyciągnąć jedną z kart przeciwnika, dobrać parę ze swojego wachlarza i odłożyć ją na bok. Przegrywa ten, kto zostaje z „poczwarą sacharynową” w ręku.
Karty ozdabia rysunkami malarz i plakacista Stefan Norblin, a wierszyki układa poetka i tłumaczka Janina Porazińska. Na kartach można przeczytać: Dziecinko moja malutka,
Jakaś skrzywiona, bladziutka,
Ale zaraz na to znajdziemy radę.
Patrz, do twego kubka dużo cukru kładę.
Już wkrótce, moja duszko,
Rozkwitniesz, jak rumiane jabłuszko.
Albo:
Pyszniła się z wódką butelka,
Że jest pękata i wielka,
I śmiała się, aż trzeszczało w korku,
Z cukru, że siedział w szarym worku.
Poczwara opatrzona została wierszem:
A ja jestem sacharyniak,
Nie mam pary,
Bo nikt nie lubi Takiej poczwary.
*
W1931 roku w Amsterdamie odbywa się międzynarodowa wystawa pod tytułem „Cukier”. Po odwiedzeniu polskiego stoiska jeden z dziennikarzy zauważa: „Propagandzie spożycia cukru Polska poświęciła więcej wysiłku i uwagi niż wszystkie inne państwa”.
Fragment książki „Słodziutki”









